Obłędne skarpetki. Tak w kwestii koloru wypowiedział się mój mąż pytając,kto to będzie nosił.
Błędne to już moja kwestia. Skarpetki są dwie, w nich dwie pięty, jednak ja robiłam je nie dwa razy, a cztery z powodu błędów w trakcie przerabiania. Ale nie będę ich wymieniać, tylko pokażę co się "dzieje".
Błędne to już moja kwestia. Skarpetki są dwie, w nich dwie pięty, jednak ja robiłam je nie dwa razy, a cztery z powodu błędów w trakcie przerabiania. Ale nie będę ich wymieniać, tylko pokażę co się "dzieje".
Jak widać robię dwie skarpetki na raz, tylko trochę nietypowo. Jedna skarpetka na pięciu drutach, druga na drutach z żyłką. Próbuję, który sposób będzie lepszy. Na razie jeżeli chodzi o szybkość robienia to zarówno jeden jak i drugi sposób zajmują mi tyle samo czasu. Pewną trudność sprawia mi trzymanie 4 drutów, ale po dłuższym robieniu nabieram wprawy i idzie mi coraz lepiej. Na drutach z żyłką odpada problem trzymania (lub też nie trzymania) drutów, ale przeciąganie co chwila żyłki też nie jest łatwe. Może to wina żyłki, która jest mało elastyczna i chyba za krótka, ma 40 cm.
Drugi, mniej obłędny w kolorach produkt to szalik. Robiony oczkami prawymi. Nazwy włóczki nie pamiętam, ale na pewno jest to akryl. Zużyłam 100 gr.
Nitka jest cieniowana i bardzo ładnie ułożyła się w nieregularne paski, i nawet w miarę symetryczne.
A skarpetki póki co są do nauki ich robienia, a nie do noszenia. Tak odpowiedziałam mężowi, a jak będzie to się okaże.
Kończę też sweterek, którego początki powstawania chciałam umieścić w poprzednim poście, jednak jakość zdjęć nie pozwoliła mi ich pokazać. Wyszły okropnie. Brak dobrego światła dziennego, o słońcu nie wspomnę. To tak na marginesie, bo teraz zdjęcia nie związane z dzierganiem.
I jak tu robić wyraźne zdjęcia w domu kiedy na dworze szaro, buro i ponuro.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz