Na początek, tak jak w tytule, grubsza wersja "piórkowego". Wyszedł całkiem solidny sweter. Ciepły, miękki. Niestety lekko "podgryza", ale da się go nosić na podkoszulek z krótkim rękawem. Włóczka zdobyta w szmateksie. Był jeden wielki kłąb więc go wzięłam, a potem z drżeniem rąk robiłam i martwiłam się czy starczy nici. Starczyło, choć na zakończenie dekoltu, dosłownie na ostatnie piętnaście oczek musiałam dowiązać inną (czarną) nitkę. Na szczęście nie jest to widoczne. Sweter jak widać na zdjęciach prosty, nieskomplikowany z dłuższym tyłem. Jedyną ozdobą są rzędy robione oczkami prawymi.
I chusta-szal. Tak prezentuje się na modelu (czyli na mnie).
I jeszcze raz sweter. Na leżąco...
i na wesoło, z gitarą.
Jeszcze trochę zimy?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz